Jolanta Skawińska (1956-2012)
Jola odeszła. Ktoś tam na Górze, tak zadecydował. Możemy się z tym nie zgadzać, ale co my możemy? Trudno mi się pozbierać po tej wiadomości… Najpierw Janusz Gardeła, teraz Jolanta Skawińska… W ciągu tygodnia…
Poniżej wywiad, jaki zrobiłem z Jolą przed ponad rokiem (ukazał się w książce „10 lat Olkuskiej Nagrody Artystycznej”).
„Tu jest moje miejsce”
- I co, Jolu, żałujesz, że z dużego, pięknego miasta, jakim jest Lublin, przeniosłaś się do Olkusza?
Jolanta Skawińska – Urodziłam się i wychowałam w Siedliszczu – osadzie na Lubelszczyźnie. Studiowałam w Lublinie i z tym miastem, gdzie miałam sprawdzoną grupę przyjaciół, wiązałam swoje plany na przyszłość. Stało się jednak inaczej. Wierzę w przeznaczenie. Dziś po 30 latach
nie żałuję, bo zapuściłam korzenie jak drzewo. Tu poznałam zdolnych, ciekawych ludzi,
tu urodziły się moje dzieci, tu mam przyjaciół, na których mogę liczyć, więc tu jest moje miejsce.
Który to był rok i jakie były powody Twojego przyjazdu?
J.S. – 1979, wyszłam wówczas za maż, a mąż pracował w Kombinacie Górniczo Hutniczym w Bukownie, odbywał staż. Mieliśmy się tutaj zatrzymać się na rok, najdłużej dwa lata…
- I wyszedł z tego tzw. ruski rok…
J.S. – Tak, w lubelskiej spółdzielni mieszkaniowej mieliśmy wpłacony wkład na mieszkanie. Ale tak to się wszystko potoczyło, że mąż dostał przydział na mieszkanie z kombinatu. I zamieszkaliśmy na Osiedlu Młodych w Olkuszu.
Jak Ci się spodobał Olkusz, gdy go pierwszy raz zobaczyłaś?
Olkusz znałam tylko z ‘’Przewodnika po Polsce’’. Określany był jako srebrne miasto, piękne i pełne zabytków. To działało na wyobraźnię. Jak pierwszy raz z mężem
przyjechałam do Olkusza to był pochmurny, szary dzień. Obeszliśmy rynek dookoła, zabytki nie przedstawiały się aż tak pięknie, wiec zaproponowałam mężowi żebyśmy pojechali teraz do centrum. A on na to: – Centrum jest tutaj i nic więcej!
Nie ukrywam, że byłam zawiedziona. Myślałam, że jest jakieś centrum handlowe, a nie tylko małe sklepiki wokół rynku.
- Mąż pracował w ZGH, a ty?
J.S. – Pracowałam w ośrodku wypoczynkowym Wanda i Leśny Dwór w Bukownie, jako instruktor kulturalno-oświatowy. I ta praca zmusiła mnie, żebym poznał historię Olkusza, okolic i opracowała trasy dla kuracjuszy.
- Ta praca była związana z Twoim wykształceniem?
J.S. – Nie, zupełnie nie. Z wykształcenia jestem polonistą, po Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ale w Olkuszu nie mogłam dostać pracy w szkole, więc zostałam „kaowcem”. Byłam zresztą wtedy jedynym kaowcem w Funduszu Wczasów Pracowniczych Okręg Bielsko-Biała, który miał wyższe wykształcenie.
- Zdarzyło Ci się kiedyś napisać wiersz?
J.S. – Każdy rodzi się poetą, więc w szkole podstawowej coś naiwnie rymowałam, w liceum pisałam do szuflady, a jak później przeczytałam swoje wiersze to uznałam, że nadają się tylko do spalenia. Tak też zrobiłam i od tej pory nigdy nie napisałam lirycznego wiersza. Bawiło mnie natomiast układanie wierszyków satyrycznych, fraszek i limeryków. Lubiłam parafrazować popularne piosenki i parodiować znane utwory poetyckie .
- Jesteś więc rzadkim wielbicielem poezji, który sam nie pisze wierszy! Skąd w ogóle ta bezinteresowna miłość do poezji?
J.S. –Jak każda miłość z fascynacji. Najpierw to był Kochanowski, Mickiewicz, Słowacki, Tuwim, Gałczyński i Szymborska. Później odkryłam Szekspira a jego sonety zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zawsze chętnie czytam tomiki wierszy, różnych poetów, i tak jak wszyscy, szukam odpowiedzi na pytanie: co to jest poezja? Ale na to pytanie jeszcze nikt nie odpowiedział. Dla mnie każdy wiersz to liryczny pamiętnik duszy, zapis emocji i nazwanie czegoś nienazwanego. Musi rodzić się z natchnienia i zmusza czytelników do refleksji i poszukiwań.
- Wróćmy do Twojego rozwoju zawodowego – kaowcem nie byłaś długo?
J.S. – Tylko rok. Regularnie co dwa tygodnie pojawiałam się z grupą wczasowiczów z w Olkuszu i stałym punktem było zwiedzanie Muzeum Afrykanistycznego. Tam poznałam panią Danutę Karoń ówczesna kierowniczkę wydziału kultury. Zapytała mnie o wykształcenie i po jakimś czasie zaproponowała prace w Miejskim Domu Kultury w Olkuszu, który wtedy mieścił się przy ul Gęsiej. Już wtedy jednak czekaliśmy na otwarcie nowego domu kultury, nawet mieliśmy tam dyżury „na budowie”.
- W nowym domu kultury rozpostarliście skrzydła…
J.S. – Tak, mieliśmy dużo energii, nowych pomysłów i chęci do działania. Tam prowadziłam: teatr poezji, który skupiał najzdolniejsza grupę młodzieży z I LO. Byli dowcipni, inteligentni, oczytani i świetnie interpretowali teksty. Przygotowaliśmy kilka spektakli. Prowadziłam też młodzieżowe i dziecięce grupy kabaretowe i recytatorskie. Udało mi się zdobyć I nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Amatorskich OFTA dla kabaretu „Trzy na szynach” i wojewódzka nagrodę da kabaretu „Śruba” skupiającą młodzież z Technikum Mechanicznego w Olkuszu.
W nowym domu kultury spełniłam swoje marzenie o tańcu ludowym i pięknych strojach. W Zespole Pieśni i Tańca Ziemi Olkuskiej przetańczyłam dwa lata i mogę za to podziękować Pani Beacie Nowak, która mnie przyjęła.
- Jak powstał Olkuski Klub Literacki?
J.S. – Klub powstał 1982 roku. Pomysłodawczyniami były Panie Halina Świerczek, ówczesna kierowniczka domu kultury, która pisała wiersze i znana poetka Janina Majewska. Ja byłam opiekunką klubu, a jako konsultant przyjeżdżał do nas Andrzej Krzysztof Torbus, poeta z Krakowa. Klub działał prężnie, każdy z piszących przyprowadzał kolejnych piszących do szuflady. Dużą rolę odegrała Pani Ania Piątek, za co została Honorowym Prezesem naszego klubu, bo umiała zachęcić i zintegrować środowisko. Organizowałam wieczory poezji, spotkania autorskie, warsztaty poetyckie, spotkania z autorami, wyjazdy do zaprzyjaźnionych klubów literackich w Sławkowie , Bolesławiu, Bukownie i Zawierciu.
- Wydawaliście almanachy z wierszami…
J.S. – Żeby przechytrzyć cenzurę dzieliliśmy je na 16-kartkowe zeszyty literackie, by można było je zatwierdzić w cenzurze katowickiej (32 już zatwierdzano w Warszawie). Ja jeździłam z tymi wydawnictwami. To było nieprzyjemne przeżycie. Cenzor sobie siedział nad tekstami, doszukiwał się…czasem coś mu się nie podobało, ale Andrzej Torbus starał się to tak opracować, żeby cenzor nie mógł się doczepić.
- Przyszła wolność, a teraz nie ma wydawnictw Olkuskiego Klubu Literackiego, raz na jakiś czas coś się pojawia, bardzo sporadycznie, na 10, 15 i 20 lecie klubu. Dlaczego?
J.S. – Tłumaczy się to ciągłym brakiem pieniędzy na takie wydawnictwa, ale poeci sobie poradzili. Sami szukają sponsorów i wydają indywidualnie tomiki poezji Ja natomiast często prowadziłam wieczory promujące ich poezję i starałam się, by każde spotkanie miało inny charakter i niepowtarzalny klimat.
- Pamiętam moje początki pisarskie. Też były związane z Klubem Literackim i spotkaniami z poetą Andrzejem Krzysztofem Torbusem. Dużo mi dały, choć uczęszczałem na nie krótko. To już tyle lat minęło… Jakimi osiągnięciami może się poszczycić klub?
J.S. – Niebawem minie 30 lat. Jego członkowie stanowią wielką rodzinę. Każdy jest inny, pisze w innym stylu, inaczej wykorzystuje materię języka. Ale ich poezja to drzwi do wyobraźni. Członkowie klubu bardzo się rozwinęli, otrzymują nagrody w ogólnopolskich konkursach literackich, ich wiersze drukowane są w różnych almanachach i wydawnictwach pokonkursowych. Warto też wspomnieć o wizycie w Radiu Alfa w Krakowie, gdzie poeci mogli zaprezentować swoje wiersze w audycji na żywo.
- Czym zajmujesz się w Zespół Szkół nr 4, dla większości olkuszan znanego jako Budowlanka?
-J.S. – Po odejściu z MOKu pracowałam w „Ekonomiku” , w II LO a teraz w bibliotece ZS nr 4. W każdej ze szkół prowadziłam szeroka działalność w dziedzinie edukacji teatralnej, ponieważ teatr to moja pasja. Organizowałam dla młodzieży i nauczycieli wyjazdy do teatru, spotkania z aktorami oraz prowadziłam konkurs „Bliżej Teatru” organizowany prze TKT w Katowicach. I tak wkrótce zostałam wice prezesem pierwszego w województwie małopolskim Oddziału Okręgowego Towarzystwa Kultury Teatralnej w Olkuszu. Moją inicjatywa było również utworzenie Galerii Olkuskich Poetów w czytelni szkolnej.
- Jak bogata jest już Galeria Olkuskich Poetów, którą zorganizowałaś w ‘’Budowlance’’?
J.S. – Zaczęło się od cyklu spotkać pt. „Poznajemy twórców olkuskich”. Spotkania te otworzył Marek Pieniążek. Potem byłeś Ty, Jacek Sypień, następnie zamieniło się to w Galerię Olkuskich Poetów czyli cykliczne spotkania z twórcami z naszego regionu. Gościliśmy: Annę Piątek, Irenę Włodarczyk, Jacka Majcherkiewicza, Zdzisławę Barczyk, a ostatnio zorganizowaliśmy Konfrontacje Poetyckie, podczas których gościliśmy prawie cały Olkuski Klub Literacki. Ale za swój największy sukces uważam to, że namówiłam do ujawnienia swoich tekstów poetyckich Mariusza Majtę, ucznia naszej szkoły. Zadebiutował jako poeta, a teraz jest studentem filologii polskiej, a przecież skończył „Budowlankę”
- Gdy odbierałaś Olkuską Nagrodę Artystyczną, co sobie wtedy pomyślałaś? Czy to jest choć minimalna nagrodą za lata twojej pracy dla innych?
J.S. – Gdy się pracuje z pasją nie myśli się o nagrodach, ale ta nagroda sprawiła mi ogromną radość i satysfakcję! Dopiero po wysłuchaniu laudacji, którą dla mnie napisała Marida Zoń, dyrektorka ZS nr 4, część z zaproszonych gości dowiedziała się – i byli tym zaskoczeni – że tyle lat z takim zapałem działałam w sferze kultury.
- Ci, którzy z kulturą mają permanentny kontakt, doskonale wiedzą, jak wiele dla olkuskiego życia artystycznego zrobiłaś. Dziękuję Ci za rozmowę.

