Jolanta Skawińska (1956-2012)

nakrzywyryj | 23 Styczeń 2012 in Bez kategorii | Comments (4)

Jola odeszła. Ktoś tam na Górze, tak zadecydował. Możemy się z tym nie zgadzać, ale co my możemy? Trudno mi się pozbierać po tej wiadomości… Najpierw Janusz Gardeła, teraz Jolanta Skawińska… W ciągu tygodnia…

Poniżej wywiad, jaki zrobiłem z Jolą przed ponad rokiem (ukazał się w książce „10 lat Olkuskiej Nagrody Artystycznej”).

„Tu jest moje miejsce”

- I co, Jolu, żałujesz, że z dużego, pięknego miasta, jakim jest Lublin, przeniosłaś się do Olkusza?
Jolanta Skawińska – Urodziłam się i wychowałam w Siedliszczu – osadzie na Lubelszczyźnie. Studiowałam w Lublinie i z tym miastem, gdzie miałam sprawdzoną grupę przyjaciół, wiązałam swoje plany na przyszłość. Stało się jednak inaczej. Wierzę w przeznaczenie. Dziś po 30 latach
nie żałuję, bo zapuściłam korzenie jak drzewo. Tu poznałam zdolnych, ciekawych ludzi,
tu urodziły się moje dzieci, tu mam przyjaciół, na których mogę liczyć, więc tu jest moje miejsce.

 Który to był rok i jakie były powody Twojego przyjazdu?
J.S. – 1979, wyszłam wówczas za maż, a mąż pracował w Kombinacie Górniczo Hutniczym w Bukownie, odbywał staż. Mieliśmy się tutaj zatrzymać się na rok, najdłużej dwa lata…

 - I wyszedł z tego tzw. ruski rok…
J.S. – Tak, w lubelskiej spółdzielni mieszkaniowej mieliśmy wpłacony wkład na mieszkanie. Ale tak to się wszystko potoczyło, że mąż dostał przydział na mieszkanie z kombinatu. I zamieszkaliśmy na Osiedlu Młodych w Olkuszu.

 Jak Ci się spodobał Olkusz, gdy go pierwszy raz zobaczyłaś?
 Olkusz znałam tylko z ‘’Przewodnika po Polsce’’. Określany był jako srebrne miasto, piękne i pełne zabytków. To działało na wyobraźnię. Jak pierwszy raz z mężem
przyjechałam do Olkusza to był pochmurny, szary dzień. Obeszliśmy rynek dookoła, zabytki nie przedstawiały się aż tak pięknie, wiec zaproponowałam mężowi żebyśmy pojechali teraz do centrum. A on na to: – Centrum jest tutaj i nic więcej!
Nie ukrywam, że byłam zawiedziona. Myślałam, że jest jakieś centrum handlowe, a nie tylko małe sklepiki wokół rynku.

 - Mąż pracował w ZGH, a ty?
J.S. – Pracowałam w ośrodku wypoczynkowym Wanda i Leśny Dwór w Bukownie, jako instruktor kulturalno-oświatowy. I ta praca zmusiła mnie, żebym poznał historię Olkusza, okolic i opracowała trasy dla kuracjuszy.

 - Ta praca była związana z Twoim wykształceniem?
J.S. – Nie, zupełnie nie. Z wykształcenia jestem polonistą, po Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ale w Olkuszu nie mogłam dostać pracy w szkole, więc zostałam „kaowcem”. Byłam zresztą wtedy jedynym kaowcem w Funduszu Wczasów Pracowniczych Okręg Bielsko-Biała, który miał wyższe wykształcenie.

- Zdarzyło Ci się kiedyś napisać wiersz?
J.S. – Każdy rodzi się poetą, więc w szkole podstawowej coś naiwnie rymowałam, w liceum pisałam do szuflady, a jak później przeczytałam swoje wiersze to uznałam, że nadają się tylko do spalenia. Tak też zrobiłam i od tej pory nigdy nie napisałam lirycznego wiersza. Bawiło mnie natomiast układanie wierszyków satyrycznych, fraszek i limeryków. Lubiłam parafrazować popularne piosenki i parodiować znane utwory poetyckie .

 - Jesteś więc rzadkim wielbicielem poezji, który sam nie pisze wierszy! Skąd w ogóle ta bezinteresowna miłość do poezji?
J.S. –Jak każda miłość z fascynacji. Najpierw to był Kochanowski, Mickiewicz, Słowacki, Tuwim, Gałczyński i Szymborska. Później odkryłam Szekspira a jego sonety zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zawsze chętnie czytam tomiki wierszy, różnych poetów, i tak jak wszyscy, szukam odpowiedzi na pytanie: co to jest poezja? Ale na to pytanie jeszcze nikt nie odpowiedział. Dla mnie każdy wiersz to liryczny pamiętnik duszy, zapis emocji i nazwanie czegoś nienazwanego. Musi rodzić się z natchnienia i zmusza czytelników do refleksji i poszukiwań.

 - Wróćmy do Twojego rozwoju zawodowego – kaowcem nie byłaś długo?
J.S. – Tylko rok. Regularnie co dwa tygodnie pojawiałam się z grupą wczasowiczów z w Olkuszu i stałym punktem było zwiedzanie Muzeum Afrykanistycznego. Tam poznałam panią Danutę Karoń ówczesna kierowniczkę wydziału kultury. Zapytała mnie o wykształcenie i po jakimś czasie zaproponowała prace w Miejskim Domu Kultury w Olkuszu, który wtedy mieścił się przy ul Gęsiej. Już wtedy jednak czekaliśmy na otwarcie nowego domu kultury, nawet mieliśmy tam dyżury „na budowie”.

-  W nowym domu kultury rozpostarliście skrzydła…
J.S. – Tak, mieliśmy dużo energii, nowych pomysłów i chęci do działania. Tam prowadziłam: teatr poezji, który skupiał najzdolniejsza grupę młodzieży z I LO. Byli dowcipni, inteligentni, oczytani i świetnie interpretowali teksty. Przygotowaliśmy kilka spektakli. Prowadziłam też młodzieżowe i dziecięce grupy kabaretowe i recytatorskie. Udało mi się zdobyć I nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Amatorskich OFTA dla kabaretu „Trzy na szynach” i wojewódzka nagrodę da kabaretu „Śruba” skupiającą młodzież z Technikum Mechanicznego w Olkuszu.
W nowym domu kultury spełniłam swoje marzenie o tańcu ludowym i pięknych strojach. W Zespole Pieśni i Tańca Ziemi Olkuskiej przetańczyłam dwa lata i mogę za to podziękować Pani Beacie Nowak, która mnie przyjęła.

- Jak powstał Olkuski Klub Literacki?
J.S. – Klub powstał 1982 roku. Pomysłodawczyniami były Panie Halina Świerczek, ówczesna kierowniczka domu kultury, która pisała wiersze i znana poetka Janina Majewska. Ja byłam opiekunką klubu, a jako konsultant przyjeżdżał do nas Andrzej Krzysztof Torbus, poeta z Krakowa. Klub działał prężnie, każdy z piszących przyprowadzał kolejnych piszących do szuflady. Dużą rolę odegrała Pani Ania Piątek, za co została Honorowym Prezesem naszego klubu, bo umiała zachęcić i zintegrować środowisko. Organizowałam wieczory poezji, spotkania autorskie, warsztaty poetyckie, spotkania z autorami, wyjazdy do zaprzyjaźnionych klubów literackich w Sławkowie , Bolesławiu, Bukownie i Zawierciu.

 - Wydawaliście almanachy z wierszami…
J.S. – Żeby przechytrzyć cenzurę dzieliliśmy je na 16-kartkowe zeszyty literackie, by można było je zatwierdzić w cenzurze katowickiej (32 już zatwierdzano w Warszawie). Ja jeździłam z tymi wydawnictwami. To było nieprzyjemne przeżycie. Cenzor sobie siedział nad tekstami, doszukiwał się…czasem coś mu się nie podobało, ale Andrzej Torbus starał się to tak opracować, żeby cenzor nie mógł się doczepić.

 - Przyszła wolność, a teraz nie ma wydawnictw Olkuskiego Klubu Literackiego, raz na jakiś czas coś się pojawia, bardzo sporadycznie, na 10, 15 i 20 lecie klubu. Dlaczego?
J.S. – Tłumaczy się to ciągłym brakiem pieniędzy na takie wydawnictwa, ale poeci sobie poradzili. Sami szukają sponsorów i wydają indywidualnie tomiki poezji Ja natomiast często prowadziłam wieczory promujące ich poezję i starałam się, by każde spotkanie miało inny charakter i niepowtarzalny klimat.

 - Pamiętam moje początki pisarskie. Też były związane z Klubem Literackim i spotkaniami z poetą Andrzejem Krzysztofem Torbusem. Dużo mi dały, choć uczęszczałem na nie krótko. To już tyle lat minęło… Jakimi osiągnięciami może się poszczycić klub?
J.S. – Niebawem minie 30 lat. Jego członkowie stanowią wielką rodzinę. Każdy jest inny, pisze w innym stylu, inaczej wykorzystuje materię języka. Ale ich poezja to drzwi do wyobraźni. Członkowie klubu bardzo się rozwinęli, otrzymują nagrody w ogólnopolskich konkursach literackich, ich wiersze drukowane są w różnych almanachach i wydawnictwach pokonkursowych. Warto też wspomnieć o wizycie w Radiu Alfa w Krakowie, gdzie poeci mogli zaprezentować swoje wiersze w audycji na żywo.

 - Czym zajmujesz się w Zespół Szkół nr 4, dla większości olkuszan znanego jako Budowlanka?
-J.S. – Po odejściu z MOKu pracowałam w „Ekonomiku” , w II LO a teraz w bibliotece ZS nr 4. W każdej ze szkół prowadziłam szeroka działalność w dziedzinie edukacji teatralnej, ponieważ teatr to moja pasja. Organizowałam dla młodzieży i nauczycieli wyjazdy do teatru, spotkania z aktorami oraz prowadziłam konkurs „Bliżej Teatru” organizowany prze TKT w Katowicach. I tak wkrótce zostałam wice prezesem pierwszego w województwie małopolskim Oddziału Okręgowego Towarzystwa Kultury Teatralnej w Olkuszu. Moją inicjatywa było również utworzenie Galerii Olkuskich Poetów w czytelni szkolnej.

 - Jak bogata jest już Galeria Olkuskich Poetów, którą zorganizowałaś w ‘’Budowlance’’?
J.S. – Zaczęło się od cyklu spotkać pt. „Poznajemy twórców olkuskich”. Spotkania te otworzył Marek Pieniążek. Potem byłeś Ty, Jacek Sypień, następnie zamieniło się to w Galerię Olkuskich Poetów czyli cykliczne spotkania z twórcami z naszego regionu. Gościliśmy: Annę Piątek, Irenę Włodarczyk, Jacka Majcherkiewicza, Zdzisławę Barczyk, a ostatnio zorganizowaliśmy Konfrontacje Poetyckie, podczas których gościliśmy prawie cały Olkuski Klub Literacki. Ale za swój największy sukces uważam to, że namówiłam do ujawnienia swoich tekstów poetyckich Mariusza Majtę, ucznia naszej szkoły. Zadebiutował jako poeta, a teraz jest studentem filologii polskiej, a przecież skończył „Budowlankę”

 - Gdy odbierałaś Olkuską Nagrodę Artystyczną, co sobie wtedy pomyślałaś? Czy to jest choć minimalna nagrodą za lata twojej pracy dla innych?
J.S. – Gdy się pracuje z pasją nie myśli się o nagrodach, ale ta nagroda sprawiła mi ogromną radość i satysfakcję! Dopiero po wysłuchaniu laudacji, którą dla mnie napisała Marida Zoń, dyrektorka ZS nr 4, część z zaproszonych gości dowiedziała się – i byli tym zaskoczeni – że tyle lat z takim zapałem działałam w sferze kultury.

 - Ci, którzy z kulturą mają permanentny kontakt, doskonale wiedzą, jak wiele dla olkuskiego życia artystycznego zrobiłaś. Dziękuję Ci za rozmowę.


Przykrości

nakrzywyryj | 18 Styczeń 2012 in Bez kategorii | Comments (2)

Panu Mieczysławowi Karwińskiemu znowu odcięto prąd. Człowiek, który tylko dlatego nie jest Honorowym Obywatelem Olkusza, że poprosił, by mu tego tytułu nie przyznawać, 90-letni społecznik, dzięki któremu mamy w Olkuszu np. zrekonstruowaną basztę, teraz za własne pieniądze remontujący stary cmentarz, zapomniał uiścić opłatę. Przyszli z energetyki i odcięli. Jest prawo, jest zarządzenie, za to nie ma litości dla tych, którzy odstają, dla tych, których wiek jest już sędziwy; nikt nie odpuszcza tym, którym może się zdarzyć, że o czymś zapomną. Przykre!
Jak słyszę, w ramach oszczędności zlikwidowano Konkurs Inicjatyw Wydawniczych. Z tego konkursu częściowo sfinansowano kilkadziesiąt książek o Olkuszu. Zlikwidowano też „Ziemię Olkuską”, ale ten miesięcznik miał wielu krytyków; Konkurs Inicjatyw Wydawniczych nie był przez nikogo krytykowany, wszyscy go chwalili. Miasto oszczędza, ma milionowe długi, więc te 10 tysięcy zapewne uratuje miejski budżet. Przykre!
W ciągu jednej nocy dostałem ponad 500 spamów, komentarzy do moich tu wpisów. Linki do jakichś bezsensownych stron, reklam. Przykre.


Łódzcy poeci w BWA (w sobotę)

nakrzywyryj | 9 Styczeń 2012 in Bez kategorii | Comments (0)

Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Olkuszu zaprasza na spotkanie z łódzkimi poetami:
Robertem Rutkowskim i Rafałem Gawinem, 14 stycznia (sobota), o godz. 18.00.

Robert Rutkowski – ur. 1978 r. – wydał trzy zbiory wierszy: Niezobowiązujący spacer po cmentarzu (Łódź 2002), Łowienie spod lodu (Rzeszów 2008) oraz Wyjście w ciemno (Łódź 2009). Publikował m.in. w „Akcencie”, „”Czasie Kultury”, „Frazie”, „Kresach”, „Odrze”, „Toposie” i „Tyglu Kultury”. Tłumaczony na angielski i serbski. Mieszka w Łodzi.

Rafał Gawin – ur. 1984 r. i. Poeta, okazjonalnie krytyk, współzałożyciel „mŁodzi Literackiej”, korektor i redaktor Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie”. Wydał arkusz Przymiarki (Biuro Literackie, Wrocław 2009) i dwujęzyczną książkę poetycką WYCIECZKI OSOBISTE / CODE OF CHANGE (OFF_Press, Londyn 2011). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Odrze”, „Tyglu Kultury”, „Opcjach”, „Kresach”, „Frazie”, „Redzie”, „Portrecie”, „Wyspie”, „Arteriach”, „Wakacie”, „Cegle”. Mieszka w Łodzi.
GSW BWA w Olkuszu, ul. Szpitalna 34. Wstęp wolny! Zapraszamy!

Na zachętę po jednym wierszu:

Robert Rutkowski


* * *

nie wierzę poezji

która zostawia po sobie

jedynie popiół

i puste butelki po wódce

nie wierzę

upozowanym rimbaudom

z ostrym makijażem

nieprzespanych nocy

nie wierzę tym

którzy chodząc po kruchej tafli lodu

mówią

że chodzą po wodzie

poezja

to łowienie spod lodu

Rafał Gawin

Kto ci to zrobił, piękna kobieto?

Niemcy w czarnych rękawiczkach? Japończycy
z długimi lufami aparatów? Zawsze nawilżeni
Włosi? A może egzotyczni przybysze zza Kaukazu,
z rysami szorstkimi jak pumeks? Nie domyjesz

koloru skóry. Spierzesz barwy
i zgubisz się w następnych. Smycz jest luźna,
ale krótka. Pilnik zdradziecki jak nadłamany paznokieć.
Brzytwa? kabel? pas? Musisz wybierać i odstawiać,

wypisz wymaluj bazar z wąskimi bramkami,
stadiony świata z trawą wypaloną na znak pokoju:
wpadnij i otwieraj zmęczonym turystom języka,

częstuj polewką i wywarem z korzeni. Ciągle
w drodze, lepka od potu, po kolejnym zwrocie
niechcianych dzieci. Po odrzuceniu granic, wiary.


Kelus walczy z TVP

nakrzywyryj | 21 Grudzień 2011 in Bez kategorii | Comments (0)

Jan Krzysztof Kelus, legendarny działacz KOR-u, który były grupie tych, jeżdżących z pomocą robotnikom w Radomiu. Wyrzucony z pracy w warszawskiej Akademii Medycznej. Kelus, doktor socjologii, współzałożyciel największego podziemnego wydawnictwa CDN, to dla wielu przede wszystkim pieśniarz, który pokazał język komunistycznej cenzurze. Na długo przed Kaczmarskim, Gintrowsklim i Łapińskim, nagrywał taśmy, podpisywał swoim imieniem i nazwiskiem, i jeszcze dodawał adres. Prosił przegrywających, by wysyłali mu drobne kwoty za rozpowszechnianie – i ludzie płacili. A wszystko to na widoku, bezczelnie… Oj, bardzo wkurzał komunistów. Minęło kilkadziesiąt lat i on dalej wkurza – teraz kapitalistów od siedmiu boleści, czy raczej święte krowy wolnego rynku medialnego. Niedawno czytałem z nim wywiad, w którym odważnie walił po naszej rzeczywistości, po środkach masowego przekazu. To wycofany facet, żyjący poza tzw. światkiem muzycznym. Ta postawa, wolność, jaką sobie wywalczył, pozwala mu być sobą – nikt go nie zmusi, by tańczył jak grają. Kelus nie boi się nazwać po imieniu draństwa i małostkowości. I lubi zagrać komuś na nosie. Teraz walczy z telewizją publiczną, która jest już tak publiczna, jak pewien przybytek publicznym zwany. Pod tym linkiem znajdziecie szczegóły tej batalii:

http://www.blogpress.pl/node/10865

Stary, ubożuchny artysta, kombatant KOR-u, ale nie z tych, którzy się załapali i nachapali, starł się z biurokratyczną machiną telewizyjną. Niby nie ma szans, bo duży może więcej, ale Kelus ma czas, jest uparty, upierdliwy nawet, więc sądzę, że koniec końców zwycięży, tak jak jego piosenki zwyciężyły z czasem. Eh, kiedyś śpiewało się je przy ogniskach… Pamiętacie ową słynną „Balladę E-7”? Może więc początek, dla tych, którym wyleciała z pamięci.

Jan Krzysztof Kelus

„Ballada o E-7”

Czerwony Radom pamiętam siny
Jak zbite pałką ludzkie plecy
Szosę E7 na dworcach gliny
Jakieś pieniądze jakieś adresy

Czerwiec nas zastał z dala od miasta
Jesienią Konrad już na nas czekał
Pierwsze pieniądze właśnie zebrano
Pojechaliśmy – ktoś musiał jechać.

Naprawę trzeba było coś zrobić
Naprawdę gliny były na dworcach
I stąd to całe nasze jeżdżenie
Szosą E7 – dziwny autostop

Czerwony Radom pamiętam siny
Jak zbite pałką ludzkie plecy
Szosę E7 na dworcach gliny
Jakieś pieniądze jakieś adresy

Strach w ludzkich oczach upokorzenie
W spotniałych palcach świstki wyroków
Pamięć odbitą na ścieżkach zdrowia
Listy z więzienia lekarz adwokat

(…)

I może jeszcze link do piosenki Kelusa w jego wykonaniu, o pasożycie społecznym, dziś byśmy powiedzieli, że o outsiderze.


Życzenia

nakrzywyryj | 20 Grudzień 2011 in Bez kategorii | Comments (1)

Najserdeczniejsze życzenia: cudownych Świąt Bożego Narodzenia, rodzinnego ciepła i wielkiej radości. Pod choinką dobrze dobranych prezentów, a w Waszych pięknych wnętrzach niech zagości spokój. Świąt dających odpoczynek, oraz nadziei na Nowy Rok, że będzie lepszy niż ten, co mija, bo złotówka się umocni, nasze PKB na głowę mieszkańca dogoni Luksemburg, a Polska reprezentacja piłkarska wyjdzie z grupy na Euro 2012! Wam wszystkim, Waszym bliskim i sobie życzę!

A teraz może jakaś kolęda…


Napisałem powieść i jestem wypompowany

nakrzywyryj | 18 Grudzień 2011 in Bez kategorii | Comments (3)

Ostatnio mało pisałem na blogu. Przepraszam. Nic tu prawie nie wrzucałem, bo miałem powód. Tym powodem nie było lenistwo, czy opilstwo, ale praca, ciężka praca – pisanie powieści. Co jeszcze Wam powiedzieć? Nigdy w życiu nie miałem takiego tempa: 120 stron w Wordzie w nieco ponad miesiąc. Dobrze mi się pisało, bo nie zawracałem sobie głowy innym rzeczami. Żadnych więc wierszy, zero opowiadań, od czasu do czasu jakiś komentarz na facebooku, i tyle. Ale jednak to tempo mnie samego przeraziło. Dlatego jestem pełen obaw. Teraz odkładam tekst, niech sobie poleży w komputerze, niech się zakurzy, niech się ucukrzy. Wrócę do niego i będę szlifował, przerabiał, ciął, albo i nie. Zdarza mi się bowiem, że do tekstów nie wracam. Zresztą o tym już wiecie, bo wrzucałem tu kilka moich „początków” powieści, których, z różnych przyczyn, nie kontynuowałem. Toteż nie wiem czy wrócę do „Wielkopolskiego” (taki tytuł nadałem). Powoli zaczynam go nienawidzić, ale tym się nie martwię, bo zawsze mam taki moment, po napisaniu czegoś, taką chwilę głębokiej nienawiści do tekstu. Tak więc niczego nie można być pewnym. Tak, to jest, w moim przekonaniu, powieść. Jeszcze tylko Wam dodam, że ja nie pisywałem dotąd powieści, to znaczy jedną kiedyś niby napisałem, ale nie byłem z niej zadowolony. Mam też na koncie mikropowieść „Małopolski”, która czeka na wydanie (spory fragment był drukowany we „Frazie”, nr 1/2011). „Małopolski” był pisany w kontrze do pesymistycznej postawy narodowej. Główny bohater, tytułowy Małopolski, jest zagubiony, a właściwie idzie przez życie inną drogą, niż reszta. „Wielkopolski” to nie jest kontynuacja „Małopolskiego”, to odmienne spojrzenie na głównego bohatera, który też jest zagubiony, ale w bardziej polski sposób. To po prostu inny typ bohatera; Małopolskiego, mniemam, chciałoby się przygarnąć do piersi, Wielkopolskiego raczej ma się ochotę kopnąć w d…. Tak, w założeniu miała to być powieść denerwująca, bo potwornie denerwującym miał być jej bohater, ale przez to jego znerwicowanie i ataki paniki, chciałem także, żeby była bardzo śmieszna. Nie wiem czy mi się udało. Ja, pisząc, śmiałem się, ale pamiętam opowieści reżyserów, którzy kręcili komedie, w czasie realizacji filmów ekipy, jak utrzymywali, zarykiwały się ze śmiechu, a filmy okazywały się klapami. Tak więc wiele nie wiem. Wiem tylko, że coś napisałem – i chciałem Wam o tym powiedzieć. Chciałem się wytłumaczyć z nieobecności na tym forum. Teraz będzie lepiej. Obiecuję. Chyba, że będzie gorzej, bo i tego nie można wykluczyć. Czuję się wypompowany…


19 999

nakrzywyryj | 8 Grudzień 2011 in Bez kategorii | Comments (1)

Przed momentem dzwonił do mnie Franciszek Rozmus z Olkusz TV i oznajmił, że filmy z cyklu Skarby Srebrnego Miasta miały już 19 999 odsłon! Mały jubileusz nam się szykuje! Myślę, że te nasze filmy, czasem kręcone na szybko (korzystaliśmy z chwili), może też i nieco amatorskie, jednak trochę się Olkuszowi przysłużyły. Być może nawet pomogły władzom miasta w podjęciu decyzji, że np. podziemna kondygnacja ratusza warta jest odrestaurowania i wyeksponowania.
W imieniu Izy Mianowskiej, Franciszka Rozmusa, Maćka Bujasa i swoim, dziękuję za Państwa wsparcie. A kolejne filmy w przygotowaniu!


Wyniki VII OKP im. Kazimierza Ratonia, BWA Olkusz

nakrzywyryj | 27 Listopad 2011 in Bez kategorii | Comments (0)

Wczoraj odbył się Galerii BWA w Olkuszu finał VII OKP im. Kazimierza Ratonia. Mecenasami organizowanego przez olkuskie BWA i kwartalnik Fraza konkursu są: Starosta olkuski, Burmistrz Olkusza, wydawnictwo Oficyna 21, wydawnictwo NEON.
Poniżej protokół Jury.

Protokół z obrad Jury
VII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Kazimierza Ratonia

Po dokładnej lekturze 66 zestawów poetyckich, które wpłynęły na konkurs i zostały zaakceptowane ze względów formalnych, jury w składzie: Jacek Gutorow i Janusz Pasterski, postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

I nagroda, 1 tys. zł i wydanie książki poetyckiej – godło: babka piaskowa; Natalia Zalesińska, Katowice.

II nagroda, 700 zł – godło: niewiele o Annie; Wojciech Roszkowski, Tykocin.

III nagroda, 500 zł – godło: grafoman, Piotr Jemioło, Niwiska.

Wyróżnienia, po 300 zł:
godło: zjedzcie kolację beze mnie; Mariusz Partyka, Zabrze.

godło: ukłon w pół pasa; Marek Radecki, Jasienica.

godło: jasyr; Dominik Piotr Żyburtowicz, Drawko Pomorskie/Koszalin.

Jury postanowiło również wskazać osoby nominowane do finału:

babie lato, Katarzyna Zając, Ozimek.

buty mojej córki, Małgorzata Stachowiak-Schreyner, Sulechów.

Zenobia von Zeit, Ewa Włodarska – Lorek, Kraków.

anauroch, Małgorzata Południak, Szczecin.

ulica miła, Bogdan Prejs, Mikołów.

Zacierzanka, Jacek Kukorowski, Poznań.

Guzik z pętelką, Hanna Dikta, Piekary Śląskie.

Jacek Gutorow

Janusz Pasterski

14 listopada 2010.

Wszystkim nagrodzonym, wyróznionym i nominowanym jeszcze raz gratuluję! Tym, którzy się do Olkusza pofatygowali serdecznie dziękuję za stworzenie fantastycznej atmosfery. Do zobaczenia za rok.

Olgerd Dziechciarz


Rozdanie nagród w VII OKP im. K. Ratonia, BWA w Olkuszu

nakrzywyryj | 22 Listopad 2011 in Bez kategorii | Comments (3)

26 listopada (sobota), o godz. 18. 00, rozpocznie się finał VII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Kazimierza Ratonia. Organizatorem konkursu jest GSW BWA w Olkuszu i kwartalnik „Fraza”.

Program:
… 18.00 – opowieść o Kazimierzu Ratoniu. Rozmowa z Bogdanem Dworakiem, który znał K. Ratonia osobiście i z dr Magdaleną Boczkowską (Uniwersytet Śląski w Katowicach), autorką książki: „W centrum literatury, na marginesie życia. O twórczości Kazimierza Ratonia” (Katowice 2011).
18.30 – promocja tomu „Samosiejki” Teresy Radziewicz, laureatki I miejsca w VI OKP im. K. Ratonia, spotkanie z poetką.
19.00 – spotkanie z jurorami, poetami: Jackiem Gutorowem i Januszem Pasterskim. Poeci przeczytają wiersze.
19.30 – ogłoszenie wyników VII OKP im. K. Ratonia. Wręczenie nagród, laureaci przeczytają nagrodzone wiersze.
20.00 – zakończenie oficjalnej części.
Nagrodzeni i wyróżnienie zostaną powiadomieni przez organizatorów e-mailowo lub telefonicznie.
Mecenasami konkursu są: Starosta Olkuski, Burmistrz Olkusza, wydawnictwo „Oficyna 21″ (wydawca m.in. tomu „Poezje” K. Ratonia), wydawnictwo NEON.

Serdecznie zapraszam wszystkich wielbicieli poezji. Nie kryję, że liczę na tłumne przybycie olkuskich polonistów.


Nowa książka: „Olkusz dla średnio zaawansowanych”.

nakrzywyryj | 14 Listopad 2011 in Bez kategorii | Comments (4)

Uprzejmie informuję, że 18 listopada, czyli w najbliższy piątek, o 18.30, w olkuskim BWA (Olkusz, ul. Szpitalna 34) spotkam się z Państwem, by zaprezentować Wam moją nową książkę zatytułowaną „Olkusz dla średnio zaawansowanych”. Książkę można już kupić – na razie tylko w Olkuszu, ale wkrótce powinna być też dostępna w Internecie. Co by tu więcej powiedzieć…? Zresztą cóż moje słowa, niech „mówi” statystyka: 216 stron, 138 felietonów, 74 zdjęcia, okładka kolorowa, sztywna, laminowana, format B5. Wydawcą jest firma NEON… Czy trzeba coś dodawać?! Ano tak, cena: ok. 28 zł.

Jeden z zamieszczonych w książce felietonów – na zachętę! Tekst ten, jak sądzę, jest też dobrym wstępem do piątkowego spotkania.

Przyjdą, nie przyjdą?

Życie organizatora spotkań z poetami nie jest usłane rymami, znaczy różami (częstochowski rym niezamierzony). Życie organizatora to mordęga odbijająca się na jego zdrowiu, przede wszystkim na układzie odpornościowym organizmu, bo jest to życie w stałym napięciu, w permanentnym oczekiwaniu na katastrofę – wszak nigdy nie wiadomo czy przyjdą, czy nie przyjdą. Kto niby? Chodzi o ludzi, słuchaczy, tych, co to ich nigdy nie ma, co to nigdy na nich nie można liczyć, to jest tych wszystkich, którzy nas tak denerwują! Niestety, jest bardzo wiele powodów, dla których mogą na spotkanie nie przyjść. Powód, żeby przyjść, jest tylko jeden – i to na ogół wątły – pisarz. Właśnie, to częstokroć jest zbyt nikły powód, by oderwać się od obowiązków rodzinnych, czy od czegokolwiek, co akurat robimy. Przyjdą? Mogą przyjść, bo nie pada deszcz, nie sypie śnieg, nie wieje, słońce zbytnio nie grzeje, nie jest duszno, biomet jest korzystny, trawy i drzewa nie pylą, sytuacja na rynku pracy jest stabilna, rząd zapowiedział podwyżki rent i emerytur… A może nie przyjdą, bo wieje, dymi, grzmi, pada, gradobije, podmywa, się nie chce, się nie wie, się ma w d… tego pisarza, innych zresztą też, albo jest się nauczycielem języka polskiego, ale ostatnią książkę, nie lekturę, przeczytało się na studiach, więc po co, albo jest się olkuskim poetą czy poetką, ale czyta się tylko to, co się samemu pisze, bo to się nam najbardziej podoba, więc też po co, na co, dlaczego iść tam, gdzie nam się iść nie chce? Albo jest się członkiem komisji kultury, bo się do niej zapisaliśmy, licząc, że nie trzeba w niej będzie nic robić. Przyjdą? A jak jest ładnie, to też źle, bo wtedy mogą na wycieczkę pojechać, to jest kłamstwo, bo i tak nigdzie nie jadą, ale potem powiedzą, że pojechali. Albo skłamią, że byli chorzy, źle się czuli, byli osłabieni po chorobie, czuli, że jak wyjdą, to się rozchorują, w telewizji mówili, że grypa, więc bali się zarazić, wiadomo, duża grupa ludzi, to grupa ryzyka! Nie przyjdą? Mogą nie przyjść, bo skacze Małysz, walczy Adamek, biegnie Kowalczyk, strzela w biegu Sikora, albo grają podopieczni Leo, albo szczypiorniści, wtedy też jest źle, znaczy dobrze, ale dla nas źle! Zawsze też pozostaje niepewność, co o naszym bohaterze myślą czytelnicy, którzy nie czytali jego książek, ale spodziewają się, że są złe, skoro przyjechał do Olkusza – bo gdyby były dobre, to przecież do takiej wiochy by się nie fatygował. „Kto on w ogóle jest? – myślą, – Trzeba by kupić jego książkę, ale szkoda pieniędzy, bo kryzys, spadają ceny nieruchomości w USA, Rosjanie odcinają gaz, mają podnieść ceny energii elektrycznej”. Przyjdą? Bywa, nie przyjdą, bo im się pomyli; mówią: – Tak bardzo chciałam przyjść, ale mi się pomyliło. Myślałam, że to będzie w sobotę, a było w piątek. – Ale przecież spotkanie było w sobotę?! – odpiera atak organizator. – Ale ja myślałam, że jest w piątek, bo wy zawsze robicie w piątek, kiedy ja nie mogę. – No właśnie dlatego zrobiliśmy w sobotę, żebyś mogła?! – No, ale ja byłam przekonana, że jednak jest w piątek, więc nawet nie sprawdzałam, czy czasem nie jest w sobotę! A następne kiedy będzie? – W piątek. – To ja nie będę mogła. Gdyby było w sobotę… – Ale co z tego, że zrobimy je w sobotę, skoro ty będziesz myślała, że jest w piątek więc i tak nie przyjdziesz?! – A kto będzie? – ona na to. – A po co ci to wiedzieć, skoro nie przyjdziesz?! – Może jednak się zwolnię i przyjdę… – Czesław Miłosz! – Eeee, nie lubię, nie przyjdę. Nawet jak zrobicie w sobotę. – Dlatego zrobimy w piątek. – No to na pewno nie przyjdę! – prycha i tym prychnięciem wieńczy rozmowę. Nie przyjdą? Na koniec pogaducha z autorem: – Nawet przyszło parę osób – mówi organizator niepewnie. – No! – cieszy się autor. – Bywało gorzej. Jak byłem na wieczorze poezji w Woli Jałowej, to nie przyszedł nawet organizator. Remiza była zamknięta na kłódkę, zziębnąłem, chciałem się ogrzać, ale chłopi odpędzali od chałup; nie przyjechał pekaes, więc szedłem na nogach, i jeszcze po drodze rzuciła się na mnie wataha wilków. Wdrapałem się na drzewo. Siedziałem na gałęzi, a pode mną czekały te wilki. Aż tu gałąź złamała się…. – I co, i co? – pyta organizator: – Nic, obudziłem się w poczekalni dworca PKP w Woli Jałowej. Policjant tarmosił mnie za ramię. Tak, że nie jest źle. Nawet książkę sprzedałem! – mówi ucieszony. A organizator zastanawia się, co żona powie, że za ostatnie pieniądze kupił książkę, której nie ma już gdzie trzymać, bo półki uginają się od tomów autorstwa poprzednich uczestników spotkań autorskich.